Unia Europejska jest światowym liderem w regulowaniu rynku cyfrowego. Mamy RODO (GDPR), mamy akt o sztucznej inteligencji (AI Act), a Bruksela skutecznie wymusza na gigantach takich jak Apple czy Google dostosowanie się do europejskich standardów (np. USB-C w iPhone’ach).
Jednak w cieniu tych legislacyjnych sukcesów kryje się fundamentalny problem infrastrukturalny: Europa nie posiada własnego, transgranicznego systemu płatności.
Gdy płacisz za zakupy w paryskim butiku, tankujesz auto w Berlinie czy kupujesz bułeczki w Warszawie, proces ten niemal zawsze obsługuje infrastruktura należąca do dwóch amerykańskich korporacji: Visa lub Mastercard. To duopol, który dla europejskiej gospodarki stanowi nie tylko obciążenie finansowe, ale przede wszystkim realne zagrożenie dla suwerenności cyfrowej.
Problem duopolu: Dlaczego to niebezpieczne?
Przyzwyczailiśmy się traktować płatności kartą jak neutralną usługę, podobną do dostępu do prądu czy wody. Rzeczywistość jest jednak inna. Poleganie na infrastrukturze podmiotów spoza UE niesie za sobą trzy kluczowe ryzyka:
- Brak suwerenności geopolitycznej. Systemy płatnicze to broń polityczna. Widzieliśmy to wyraźnie po ataku Rosji na Ukrainę, gdy Visa i Mastercard z dnia na dzień wyłączyły obsługę kart wydanych w Rosji. Choć w tym przypadku decyzja była zgodna z interesem Zachodu, pokazuje ona mechanizm: decyzja o odcięciu dostępu do pieniędzy zapada w Waszyngtonie, nie w Brukseli czy Frankfurcie. W przypadku potencjalnego konfliktu interesów na linii USA-UE, Europa pozostaje bezbronna.
- Drenaż danych (Data Mining) Dane transakcyjne to najdokładniejszy obraz zachowań konsumenckich. Informacje o tym, co, gdzie i kiedy kupują Europejczycy, trafiają na serwery amerykańskich firm. W dobie gospodarki opartej na danych (Data Economy), jest to oddawanie strategicznych zasobów na zewnątrz.
- Koszty ekonomiczne Visa i Mastercard są organizacjami nastawionymi na zysk. Pobierają opłaty interchange i prowizje od każdej transakcji. Choć bezpośrednio płaci je sklep, ostatecznie koszt ten jest ukryty w cenie każdego produktu. Brak europejskiej konkurencji oznacza, że amerykański duopol może dowolnie kształtować cenniki, a europejskie banki i detaliści nie mają alternatywy.
Dlaczego Europa zaspała?
Przez dekady kraje europejskie budowały systemy lokalne. Niemcy mają Girocard, Francuzi Carte Bancaire, a Polska BLIK. Problemem jest brak interoperacyjności. Niemiecka karta Girocard przez lata była bezużyteczna we Francji, a polskim BLIK-iem nie zapłacimy w hiszpańskim sklepie (choć to powoli się zmienia).
Aby umożliwić płatności międzynarodowe, lokalne banki musiały „doklejać” do swoich kart logo Visa lub Mastercard (tzw. co-badging). Wygoda zwyciężyła nad strategią. Amerykanie zaoferowali globalny standard, który działał wszędzie, skutecznie „wchłaniając” lokalne inicjatywy.
EPI i portfel Wero – europejska odpowiedź
Świadomość tego zagrożenia dotarła w końcu do decydentów. W 2020 roku, przy wsparciu Europejskiego Banku Centralnego, powołano EPI (European Payments Initiative).
Początkowo projekt zakładał stworzenie „europejskiej karty płatniczej”, co spotkało się z chłodnym przyjęciem wielu banków (koszty wydania nowych plastików byłyby gigantyczne). W 2022 roku nastąpił zwrot. EPI zrezygnowało z fizycznych kart na rzecz cyfrowego portfela i płatności natychmiastowych A2A (Account-to-Account).
Efektem tych prac jest Wero – nowy standard płatności, który ma zadebiutować w pełni w 2026 roku (pilotaże już trwają w Niemczech, Belgii i we Francji).
Jak ma działać Wero?
Kluczową zmianą technologiczną jest oparcie systemu o SEPA Instant (natychmiastowe przelewy w euro), a nie o szyny kartowe Visy czy Mastercarda.
- Brak pośredników: Pieniądze wędrują bezpośrednio z konta klienta na konto sklepu w czasie rzeczywistym.
- Technologia: EPI przejęło sprawdzone rozwiązania: holenderski system iDEAL oraz luksemburski Payconiq.
- Użyteczność: System ma obsługiwać płatności w e-commerce, w terminalach POS (poprzez kod QR lub NFC) oraz przelewy P2P (na numer telefonu).
Gdzie w tym wszystkim jest Polska?
Tu dochodzimy do ważnego wątku dla polskiego klienta. Początkowo PKO Bank Polski był jedynym podmiotem z naszego regionu w grupie założycielskiej EPI. Jednak w 2022 roku największy polski bank wycofał się z finansowania tego projektu.
Powód jest pragmatyczny: Polska już ma taki system i jest nim BLIK. BLIK wyprzedził europejską inicjatywę o niemal dekadę. Działa na tej samej zasadzie (omija Visę/Mastercard, łączy się bezpośrednio z kontem), jest tani i powszechny. Dla polskich banków inwestowanie milionów euro w budowę „europejskiego BLIK-a” (Wero) było nieopłacalne, gdy rodzimy system działa doskonale i sam planuje ekspansję (m.in. do Rumunii i na Słowację).
Czy Wero ma szansę?
Wyzwanie stojące przed EPI jest gigantyczne. Technologia to jedno, ale zmiana przyzwyczajeń konsumentów to drugie. Europejczycy kochają swoje karty, a jeszcze bardziej pokochali Apple Pay i Google Pay (które również opierają się na kartach).
Aby Wero odniosło sukces, musi zaoferować coś więcej niż „europejskość”. Musi być wygodniejsze i tańsze dla sprzedawców, aby ci zaczęli masowo promować tę metodę płatności przy kasach.
Niezależnie od losów Wero, wniosek jest jeden: Europa spóźniła się z budową własnej infrastruktury o 20 lat. Teraz, w obliczu cyfrowej transformacji walut (Cyfrowe Euro) i zmian geopolitycznych, próbuje ten dystans nadrobić. Pytanie, czy w świecie zdominowanym przez amerykańskie korporacje technologiczne, jest jeszcze miejsce na „trzecią drogę”.